| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    



lwow.info on Facebook


Related Posts with Thumbnails

miejsca

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Po II wojnie światowej elegancki kurort Truskawiec stał się dostępny dla szerokich mas roborniczych z całego ZSRR. Dlaczego tylko burżuazja miałaby się dobrze bawić (i leczyć). Eleganckie wille - "Switezianka", "Marysia" "Pod Matką Boską", "Grażyna" i inne pozamieniano na sanatoria dla robotników - nr1, nr 2, nr 3, ...  To było jednak za mało, ile taki przedwojenny pensjonat mógł przyjąć kuracjuszy? 50? 100? A trzeba było tysiące. Powstały molochy na setki pokoi: Rubin, Krzyształowy Pałac, Mołdawia, Perła Podkarpacia, i inne. Górują one teraz nad panoramą Truskawca.

22:02, pani-z-warszawy , miejsca
Link Komentarze (5) »

Podczas wizyty w Truskawcu poznaliśmy prof. Nicieję, autora kultowej książki o Cmentarzu Łyczakowskim (jedna z pierwszych, a może pierwsza? książka o Lwowie wydana po wojnie), która rozeszła się w nakładzie 250 tys. egzemplarzy. Potem Nicieja napisał jeszcze wiele książek, i wystąpił w wielu filmach o Kresach. Ostatnia jego książka to "Kresowe Trójmiasto", między innymi o przedwojennym Truskawcu i związanymi z nim ludźmi. Książki nie będę tu strzeszczać, polecam jej lekturę.

Główną atrakcją Truskawca jest woda mineralna "Naftusia" mająca właściwości lecznicze. Woda, jak przystało na zdrojową, niemiłosiernie śmierdzi. Poszliśmy jednak się napić. Heniek wypił aż 800 ml.

"poiłki"

prof. Nicieja (pozuje), Heniek, Wasyl (piją)

państwo Niciejowie, ja, Heniek

w jeszcze jednej konfiguracji

zdjęcia do filmu

profesor nie ustępuje elegancją przedwojennym kuracjuszom

21:42, pani-z-warszawy , miejsca
Link Komentarze (4) »
sobota, 27 czerwca 2009

Ostatnio mało pracuję, bo ciągle gdzieś jeździmy. Byliśmy na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, byliśmy w Bardejowie, i jeszcze w kilku innych miejscach, a teraz byliśmy w Truskawcu. Jak prawdziwi kuracjusze, bo Truskawiec to słynny przedwojenny kurort, drugi po Krynicy w Polsce. Po wojnie został otwarty dla mas robotniczych, które nadal tłumnie tu zjeżdżają.

Generalnie w Truskawcu nie ma wiele do roboty. Zwiedzania jest może na dwie godziny, bo z 280 przedwojennych will zostało 30. Nie wszystkie w dobrym stanie. Na deptaku można posłuchać gwiazd radzieckiej estrady. Cel naszego przyjazdu był towarzyski - pojechaliśmy, żeby spotkać się z Henrykiem, i poznać profesora Nicieję, który przyjechał z nim, aby nakręcić film dokumentalny o Truskawcu. Profesor podarował nam swoją nową książkę, "Trójmiasto kresowe", o Drohobyczu, Borysławiu i Truskawcu.

Zatrzymaliśmy się w hotelu Stary Wiedeń. Odremontowana dwa lata temu stara willa w centrum Truskawca. Pokoj z balkonem kosztował 270 hr. Do tego nieopatrznie zamówiliśmy śniadanie (25 hr/os.). Do wyboru były dwa zestawy, które jednak okazały się zupełnie inne, niż te, z których wybieraliśmy - zamiast chleba, sera i kiełbasy było udko kurczaka z makaronem. Jak w dobrych, starych, radzieckich czasach. Gdybyście się chcieli zatrzymać w tym hotelu, NIE polecamy ich śniadań.

Poniżej zdjęcia ładnego Truskawca (nie cały jest ładny, raczej ładność jest w mniejszości).

 

Być może nastąpi ciąg dalszy. Kto wie.

21:43, pani-z-warszawy , miejsca
Link Komentarze (5) »
czwartek, 21 maja 2009

Po Malechowie pojechaliśmy do Dublan, które są słynne z Akademii Rolniczej. O Dublanach pisałam już wczesniej: tu i tu. Nigdy jednak nie byłam w Dublanach. Naszym celem był właściwie ten cmentarz, ktory okazał się nieciekawy, ale to co zobaczyliśmy, zachwyciło nas. Poniżej gmachy, które pewne należały pierwotnie do Akademii Rolniczej:

 

 

 

 

 

 

Na cmentarzu spotkaliśmy jakiegoś miejscowego na rowerze, którego zaczęliśmy rozpytywać o różne miejsca, co wzbudziło jego nieufność. Myślał, że szukamy skarbów, i nie przekonało go, że mamy takie krajoznawcze zainteresowania. "Gdybyście byli ze mną szczerzy, to może bym się przed wami otworzył i powiedział wam więcej" - sam chyba zaliczał się  do tzw. "czarnych archeologów", bo wspominał, ze niedawno w Dublanach odkryto bunkier (kryjówkę) UPA i jemu "dostała się torba". 

Powiedział nam też, gdzie był park, stary cmentarz, ktory za czasów sowieckich znalazł sie pod drogą i cały czas się tam znajduje, a także opowiedział o jakimś inzynierze, który dla jakiegoś hrabiego zrobil wodociąg, ktorym woda miała docierać do jego majatku w Dublanach ze źródła w Brzuchowicach. Kiedy wodociąg byl już wybudowany, inzynier oznajmil, ze za trzy dni dotrze woda. Jednak minęły trzy dni i wody nie było. Inżynier popełnił samobójstwo, sądząc, że jego praca nie przyniosła rezultatu. Po dwóch dniach zjawiła się woda - po prostu źle oszacował czas, w którym woda dojdzie ze źródła... Nazwisk pan nie pamiętał, i trochę myliły mu się daty, ale sporo wiedział. Nie przedstawił się nam też, tylko powiedział, że gdybyśmy chcieli się czegoś dowiedzieć o Dublanach, to on mieszka pod 1. 

22:20, pani-z-warszawy , miejsca
Link Komentarze (3) »

Byliśmy dziś w Malechowie (miejscowość przy trasie z Hrebennego do Lwowa, przed samym Lwowem). Tak ni z tego, ni z owego. Chcieliśmy odnaleźć pewien cmentarz, który jest w Dublanach i wydawało się, że przez Malechów się dojedzie. Nie dojechało się. Za to zobaczyliśmy kościółek, od jakichś dwoch lat znów czynny jako rzymskokatolicki (za sowietów były w nim... mieszkania). Msze są odprawiane i po polsku i po ukraińsku, a parafia liczy ok. 30 osób. W środku zachowały się podobno przedwojenne malowidła. To wszystko powiedział mi pan, który zajmował się czyszczeniem starego drewnianego ołtarza, który będzie łużył świątyni. 

 

 

 

 

Poniżej informacje nt. Malechowa ze Słownika Geograficznego (stanek na lata 80/90-te XIX w.):

 

 

21:59, pani-z-warszawy , miejsca
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 kwietnia 2009

Kolejnym punktem naszej podróży był Żwaniec. 

Miejscowość znana już za Jagiełły. I zamek wydaje się, kiedyś był większy.

   

Bardziej intrygujący był obiekt znajdujący się nieopodal ruin:

 

To pozostałości po budowanej w latach 30-stych wzdłuż granicy radzieckiej linii umocnień, zwanej linią Stalina.  Linia ta sięgała od Finlandii do Rumunii, kilka tysięcy km. długości. Składała się ona z tzw. rejonów umocnionych, z których każdy "miał własne dowództwo i sztab, od dwóch do ośmiu batalionów cekaemów , jeden pułk artyleryjski , kilka wydzielonych bateri artylerii ciężkiej, jeden batalion pancerny, kompanię lub batalion łączności, batalion inżynieryjno-saperski i inne pododdziały. Rejon umocniony rozciągał sie na długości od 100 do 180 kilometrów frontu i 30 do 50 kilometrów głębokości. Był wyposażony w skomplikowany system żelbetonowych i pancernych schronów bojowych i umnocnień zabezpieczających. Wewnątrz "UR" budowano podziemne magazyny, elektrownie, szpitale, stanowiska dowodzenia i węzły łaczności. Podziemne budowle łączył labirynt tuneli, galerii, ukrytych połączeń. Każdy "UR" mógł prowadzić samodzielnie działania bojowe nawet w stanie całkowitej izolacji" (źródło).

Najciekawsze, że w 1939 sowieci tak szybko poszli na zachód i ustanowili nowe granice ZSRR, że pieczołowicie przygotowywana linia obronna znalazła się wewnątrz kraju i nie odegrała żadnej roli podczas wojny.  

 

W Żwańcu znajduje się też dawny kościół ormiański, wyglądało, że w dobrym stanie, ale nie było okazji zobaczyć go z bliska.  

21:14, pani-z-warszawy , miejsca
Link Komentarze (2) »

Z Chocimia pojechaliśmy do Okopów św. Trójcy (teraz: Okopy). gdzie pozostały resztki warowni wzniesionej w ciekawych okolicznościach i pięknym miejscu - na skalistym cyplu u ujścia Zbrucza do Dniestru. W okresie międzywojennym był to najdalej na wschód wysunięty fragment Polski, tu zbiegały się granice: polska, radziecka i rumuńska. 

.Okopy Trójcy Świętej.  

Od 1672 r. Kamieniec Podolski, twierdza nie do zdobycia była w rękach tureckich. W tym samym roku król Michał Korybut Wiśniowiecki podpisał hańbiący traktat w Buczaczu, oddając Podole Turkom. Jan, wtedy jeszcze nie III, Sobieski, nie godzac się a taką polityką królweską, wziął sprawy w swoje ręce i aktywnie działał przeciwko Turkom, odbijając z ich rąk Chocim (patrz poprzednia notka), a potem koncentrując wojska na Podolu i blokując Kamieniec. Politykę tę kontynuował jako król Polski. 

Twierdza w Okopach powstała w kilka tygodni w r. 1692, pod ciągłym ostrzałem tureckim. Warownia wzniesiona została w stylu nowoholenderskim, możliwe że przy udziale architekta Tylmana z Gameren. Odegrała ona jeszcze pewną rolę podczas konfederacji barskiej, żeby potem stopniowo popadać w ruinę i zapomnienie. Do dziś zachowały się dwie bramy - Kamieniecka i Lwowska oraz ruiny baszty. W tym samym okresie nieopodal warowni król ufundował kościół, który dotrwał do naszych czasów także jako ruina. 

Okopy św. Trójscy są miejscem wydarzeń opisanych przez Krasińskiego w Nie-boskiej komedii.  

Zbrucz
Dniestr
podolski krajobraz  

 

 

17:37, pani-z-warszawy , miejsca
Link Komentarze (5) »
czwartek, 02 kwietnia 2009

Bardzo przepraszam wszystkich, którzy wchodzili na mojego bloga w  ciągu ostatnich dwóch tygodni w poszukiwaniu nowych notek i rozczarowywali się za każdym razem... 

 


Następny dzień nie był ani trochę ulgowy. O 8.oo śniadanie, potem wyjazd do Chocimia. Kiedy wstaliśmy, padał gęsty śnieg. W Chocimiu było już bezśnieżnie, ale mocno wiało. 

 

.Chocim

Chocim, jako że leży już po południowej stronie Dniestru, w historycznej Besarabii był twierdzą graniczną, należącą w różnych okresach to do Polski, to do Mołdawii, to do Turcji. 

Do historii Chocim przeszedł jako miejsce dwóch ważnych dla Polski bitew:

2 IX - 9 X 1621 r. Stoczona rok wcześniej bitwa pod Cecorą, w której zginął hetmen wielki koronny Stanisław Żółkiewski, a znakomity dowódca Stanisław Koniecpolski dostał się do tureckiej niewoli uświadomiła Rzeczopospolitej jak realne jest zagrożenie tureckie. Rozpoczęsto zbieranie wojsk na Podolu, jednak bitwa miała się odbyć poza granicą Rzeczpospolitej. Wojska przeprawiły się przed Dniestr i zajęły twierdzę w Chocimiu. Oddziały polskie, na czele których stał Jan Karol Chodkiewicz wspomagały liczne oddziały kozackie pod dowództwem Piotra Konaszewicza-Sahajdacznego, razem ok. 46-50 tys., wojsk turecko-tatarskich było ok. 100-120 tys. Chodkiewicz był pdczas bitwy mocno podupadły na zdrowiu, ale swoją postawą dawał przykład wojsku i zagrzewał do walki, mówiąc, że "ilu Turków naprawdę jest policzy się szablą". Wkrótce hetman zmarł w obozie, nie doczekawszy rozstrzygnięcia bitwy. Wobec zbliżającej się zimy i słabnących sił po obu stronach, zawarto pokój honorowy dla obu stron. Granicę rzeczpospolitej ustalono na Dniestrze, Młdawia pozostawała pod zwierzchnością Polski, a obie strony zobowiązywały się do wstrzymania najazdów. 

 

Franciszek Smuglewicz: Śmierć hetmana Chodkiewicza w obozie pod Chocimiem; źródło: Wikipedia

 

Druga bitwa rozegrała się 11 XI 1673 r. Bitwa uważana za odwet za podpisany rok wcześniej przez króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego haniebny dla Rzeczpospolitej pokój w Buczaczu, w wyniku którego Polska stała się lennikiem Turcji i utraciła na jej rzecz Podole. Wojska polskie, liczące ok. 30 tys. żołnierzy pod dowództwem Jana Sobieskiego, po kilkudniowym oblężeniu zdobyły twierdzę w Chocimiu. Turcy ponieśli ogromne straty, z 35-tysięcznej armii uratowało się zaledwie kilka tysięcy, podczas ucieczki w stronę Kamieńca pod uciekającymi załamał się uszkodzony most na Dniestrze. Polacy zdobyli dobrze zaopatrzoną twierdzę. Mimo, iż nie udało się odebrać Turkom zajętego przez nich Kamieńca Podolskiego, był to ważny krok w tym kierunku i zwycięstwo, które przyniosło Janowi Sobieskiemu koronę króla Polski. 

 

17:58, pani-z-warszawy , miejsca
Link Komentarze (2) »
wtorek, 17 marca 2009

Trembowlę opuściliśmy ok. 18.15 i udaliśmy się do wsi Krzywcze, nieopodal której znajduje się Jaskinia Kryształowa, Jest to jaskinia o długości ponad 20 km, z czego 2,5 km udostępniane jest zwiedzającym. W środku jest oświetlenie elektryczne, wchodzi się z przewodnikiem, można podziwiać fantazyjne formy skalne z gipsów i alabastru.

Ja zdecydowałam, że zostaję w autobusie. Byłam przeziębiona i zbyt zmęczona na takie nocne wycieczki (dochodziła 19.00), a Wania zapowiedział, że wycieczka potrwa ok. 1,5 h. Kilka innych osób też zostało. Początkowo trochę pluliśmy sobie w brodę (każdy po cichu), że takie z nas lenie... ale po upływie 1,5 h, kiedy tamtych wciąż nie było widać, nie żałowaliśmy już swojej decyzji. Po 2 godzinach zaczęliśmy się niepokoić. Dzwoniliśmy do tamtych, ale ich telefony albo nie miały zasięgu, albo odzywały się w autobusie. Dodzwoniliśmy się w końcu po 2,5 h od ich wyjścia - dopiero wyszli z pieczary! A do autobusu było jeszcze ok. pół godziny drogi w ciemności, przez błoto i kałuże. W końcu usłyszeliśmy we wsi psy. - Pewnie idą, bo psy szczekają... chyba, że to oni tak szczekają... wyją... Krzywcze opuścilimy przed 22.oo. Do Kamieńca pozostała około godzina drogi. 

O 23.oo dotarliśmy do Kamieńca Podolskiego. Zakwaterowanie było w hotelu "7dni", niedawno wyremontowanym gmachu z lat 70-tych dawnego hotelu Smotrycz. Rzeczywiście, warunki bardzo dobre, pokje małe, ale czyste, łózka wygodne, świetnie rozplanowana restauracja. Kolacja była bardzo symboliczna, i bez napojów - Europa, panie. Z wyższych pięter roztaczał się piękny widok na stare miast i zamek. To oczywiście okazało się dopiero potem, bo tego dnia byliśmy wszyscy zbyt zmęczeni, żeby wyglądać za okno. Okazało się także, że serwis hotelowy nie nadąża za jego standardem, procedura zakwaterowania ciągnęła sie długo, chaotycznie i z wypełnianiem niepotrzebnych druczków i formularzy. Podbnie w restauracji - kelnerzy krążyli zagubieni między stolikami nie wiedząc, komu i co mają zanieść.

Poszliśmy spać po północy.  

 

 

 

14:42, pani-z-warszawy , miejsca
Link Komentarze (7) »

.Trembowla

Ok. 16.15 przyjechaliśmy do Trembowli. W pierwszej kolejności nasz przewodnik, jak zrozumiałam, miejscowy archeolog, zabrał nas na zamek. 

Trembowla to bardzo stara osada, wzmiankowana jeszcze za czasów Rusi Kijowskiej jako ważny gród i stolica udzielnego księstwa. Nazwa pochodzi staroruskiego terebyty, co oznacza tyle co "trzebić". Trembowla nie miała szczęścia o tyle, że znajdowała się na jednym z głównych szlaków najazdów tatarskich i często była przez nich nękana. Zamek wsławił się bohaterską obroną w czasie wojny 1672-76 r., kiedy do walki zagrzewała sama żona właściciela zamku, Anna Dorota Chrzanowska. "To, że załoga wytrzymała na posterunku było w dużym stopniu zasługą żony komendanta Jana Samuela Chrzanowskiego, która zagrzewała ducha bojowego i miała nawet z szablą w dłoni uczestniczyć w wypadach na wroga. Nosiła ze sobą dwa noże i groziła mężowi, że jednym zabije jego, a drugim siebie, jeśli zdecyduje się on poddać zamek".

 

Leopold Löffler, Anna Dorota Chrzanowska na zamku w Trembowli    / źródło: Wikipedia 

 

Przyznaję, że potem już nie sluchałm, bo zrobiło mi się zimno i zeszłyśmy z Inną na dół poplotkować i poobserwować leniwe trembowlańskie życie z perspektywy podzamkowego skwerku.

 

W Trembowli zwiedzaliśmy także pozostałości po założonym tu w 1635 r. klasztorze karmelitów - obecnie kościół o wybitnie obronnym charakterze służy jako cerkiew.

13:24, pani-z-warszawy , miejsca
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2