| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  



lwow.info on Facebook


Related Posts with Thumbnails

_życie

środa, 20 lutego 2013

Zapraszam do lektury bloga na stronie www.lwow.info

22:11, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 24 maja 2010

Blog o Lwowie i Kresach wraca, ale w nieco innej formie - bardziej fotograficznej, niż opisowej. Możliwe, że będą się powtarzać zdjęcia, które widzieliście już tu - bo będę także wyciągać z archiwum. Ale będą i nowe.

 

Stałych bywalców i niestałych wielbicieli zapraszam do okienka z widokiem na Kresy: fotokresy.blogspot.com

14:10, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (4) »
sobota, 17 października 2009

Pojawiam się na monet, żeby znowu zniknąć. Pojawiam się, żeby wyjaśnić i może także przeprosić czytelników tego bloga. Piszę, bo zadzwonił do mnie Krzysztof Lang i powiedział, że nie odchodzi się bez pożegnania.

 

Podjęłam decyzję, że więcej nie będę tu pisać. Nie z kokieterii, nie po to, żeby usłyszeć od Was, że ten blog był czytany i jest potrzebny. Wiem, że wiele osób chętnie by przez to okienko nadal zaglądało do Lwowa. Dla wielu jednak, i coraz to nowych osób ten blog był krzywym zwierciadłem, w którym widzieli siebie samych. "Tylko nie zamieszczaj mojego zdjęcia". "Tylko nie pisz o mnie". "Tylko nie pisz tego, co powiedziałem". "Uważaj, co mówisz, ona to potem opisze". "Napisałaś, że rok temu piłam koniak w lwowskiej kawiarni... no wiesz!".

Nie czuje się szczególnie winna, bo nikogo tu nie pozbawiłam dobrego imienia, ale nie chcę się czuć jak paparazzi, ani nie chcę pisząc co słowo się zastanawiać, czy kogoś nie obrażę. To nie miał być reportaż ze Lwowa, ani zbiór esejów, ani encyklopedia. To miał być blog, o mnie, o mnie w lwowskiej rzeczywistości. Nie mogę o tym pisać, nie zaczepiając tematu znajomych, ludzi z którymi się spotykam. Dlatego uważam, że formuła bloga się wyczerpała.

 

Ale Lwów trwa.

Do zobaczenia w sieci.

 

17:47, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (40) »
piątek, 07 sierpnia 2009

 

20:43, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 03 sierpnia 2009

Wczoraj miało miejsce zabawne wydarzenie.

Oprowadzałam grupę studentów z Polski, na koniec luźno sobie rozmawialiśmy, jeden chłopak pochwalił się, że znał z internetu zespół grający na ulicy, kupił u nich płytę. A na marginesie dodał, że

- Bardzo dużo jest we Lwowie brudnych.

- ???

- No, punków, hipisów i takich innych. Pewnie dużo takiej muzyki u was jest?

Jakoś nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie, ale zastanowiła mnie całą ta dyskusja. Dopiero wieczorem skojarzyłam dwa fakty.

Od piatku do niedzieli w świrżu, miejsowości pod Lwowem słynącej z renesansowego zamku, miał się odbywać festiwal, na który zjechała młodzież z całej Ukrainy. W tym hipisi, punki, i "tacy inni". Jednak już pierwszego dnia okazało się, że obsługa techniczna festiwalu nie otrzymała wypłat, i nie zanosi się na to (ukraina!). W związku z tym już w sobotę zaczęli rozmontowywać sceny, jeszcze niektórzy się załapali, żeby zaśpiewać, a w niedzielę nie było juz nic, i całe to festiwalowe towarzystwo zjechało do Lwowa i rozłożyło się na trawnikach w centrum miasta.

 

Pozostając jeszcze chwilę w temacie, zmarł lider legendarnej ukraińskiej grupy rockowo-punkowo-bluesowo-folkowo-jakiejśtam "Braty Hadiukiny",  Serhij Kuzmynśkyj.

Ja nie do konca jestem fanką takiej muzyki, ale trzeba przyznać, że jest to rzeczywiscie zespół godny uwagi. Powstał we Lwowie w 1988 r., na kilka lat przed rozpadem ZSRR. Już w następnym roku dał się zauważyć na festiwalu w Moskwie, po tym jak rozruszał znudzoną rosyjskimi utworami publiczność. Udany debiut potwiedzilo zdobycie II-go miejsca na prestiżowym festiwalu "Czerwona Ruta" w Czerniowcach.

Gigantyczny sukces B.H. polegał na tym, że zaproponowali oni zupełnie nową jakość na scenie muzycznej ZSRR. Wyśmiewali się ze wszystkich i ze wszystkiego, a najbardziej z siebie i ze stereotypów dotyczących Ukrainców. Język, którym śpiewali, był mieszanką ukraińskiego, lwowskiego bałaku i surżyku.

Wiele tekstów z piosenek B. H. weszło do języka potocznego. Właśnie teksty były wyjątkowe - nie mowiły o milości, o buncie, o ludzkich uczuciach - tylko o zwyczajnej galicyjskiej rzeczywistości, trochę kiczowatej, trochę wykolejonej przez lata rusyfikacji, potraktowanej przez pryzmat stereotypu, ale swojskiej. Myślę, że każdy Ukrainiec z zachodu mógłby dostrzec w tych tekstach potraktowane z humorem swoje wady i przywary. Kto zna ukrainski, bardzo polecam wczytanie się w te teksty, to naprawdę perelki ;)

 

Ostatni album grupa nagrała w 1995 r.

21:01, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 13 lipca 2009

Byłam u lekarza. Straszny tam jest, za przeproszeniem, burdel, bo jedni pacjenci są zapisani na godzinę, i wchodzą bez kolejki, a inni czekają w kolejce, a są jeszcze tacy, co nie są zapisani, a i tak wchodzą bez kolejki. Przyszłam, w poczekalni trzy babki.

- Kto jest ostatni?

- Ja, ale ja wchodzę bez kolejki. Już.

- A my wchodzimy razem.

W efekcie wszystkie trzy weszły razem. A potem jeszcze czwarta.

 

U lekarza nowe porządki - kiedyś trzeba było mieć zeszyt w kratkę, teraz już trzeba sobie odkserować kartę, ankietę, jakieś tam druczki itd.- 15 hr. Idziesz do ksero, a w tym czasie przepada Ci kolejka. Jeden plus - jednak tego samego dnia można się dostać do lekarza.

Ankieta na 4 strony - czy palisz, czy się narkotyzujesz, czy chorowałeś w dzieciństwie na ospę, świnkę, różyczkę i inne (po ukraińsku nazwy chorób są bardzo skomplikowane; - "jak nie rozumiesz, zaznaczaj: nie wiem"). Czy uprawiasz seks, i z iloma partnerami. Czy teściowa ma podwyższony cholesterol, cukrzycę, raka. Czy teść. Brat. Ojciec. Czy masz alergię. Czy w rodzinie były bliźniaki. Czy jesteś zarażony wirusem HIV. Czy zgadzasz się przebadać. Ile masz dzieci. Czy już miałeś jakieś badania.

- Morfologia i mocz.

- Kiedy?

- Jakiś miesiąc temu.

- A, to już nie wiem nawet, gdzie tego szukać. Trzeba zrobić jeszcze raz. Mieć ze sobą igłę, strzykawkę i spirytus.

 

Potem musiałam jeszcze iść do rejestracji, żeby sprawdzić, czy jestem jeszcze w tej przychodni zapisana, i czy nie musze się zapisać znowu. Kiedy się zapisywałam 4 lata temu, były jaja, i nikt nie wiedział, co z takim dziwakiem jak ja robić.  W końcu postanowili, że przysługuje mi bezpłatna służba zdrowia (prowadziłam tam całą ciążę i nawet becikowe dostałam). Ukraina jest tak wspaniałomyślnym państwem, że funduje wszystkim swoim obywatelom (i nie tylko - jak się okazuje) bezpłatny dostęp do lekarzy (teoretycznie, ale o tym może jeszcze kiedyś napiszę - choć ja żadnej łapówki nie zapłaciłam ani razu).

Od tego czasu jednak się chyba coś pozmieniało, bo w rejestracji zapytali, czy pisałam podanie. Powiedziałam, że pisałam, choć do końca nie jestem pewna. Oni oczywiście tego nie sprawdzali. Zapytali, czy coś płaciłam, i skoro nie płaciłam, to muszę jeszcze raz napisać podanie i zapłacić. Już się przestraszyłam, że pryśnie mój mit o bezpłatnej służbie zdrowia, ale spoko: 50 hrywien. Za to, że obsługuje mnie inna przychodnia niż moja rejonowa. Właściwie teraz każda jest inna, bo skończyło mi się zameldowanie :) Wyslali mniejednak z powrotem do lekarki, bo nie mieli druczków podań, ani numeru konta. Zapytałam lekarki, czy aby tego wystarczy, bo nie powiedziałam, że jestem cudzoziemką. Dobrze mówię po ukraińsku, często nie poznają.

- Jakbyś powiedziała, to by od razu wymyślili, że masz płacić 1000 hr, a nie 50. Trzeba ci tego? A swoją drogą oni pieniądze biorą, a ja mam podania rozdawać! Ale porządki.

23:45, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (11) »
niedziela, 21 czerwca 2009

Komuniakcja miejska we Lwowie - słynne "marszrutki".

19:10, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (8) »
czwartek, 18 czerwca 2009

Chyba zapoczątkuję nową kategorię wpisów, związanych w dużej mierze z medycyną. Mogłaby się nazywać "przychodzi baba do lekarza", ale ten tytuł już jest spalony, więc odpada. Może wymyślę coś innego.

Dzisiaj byłam na pobraniu krwi (i oddaniu moczu). Pojemniczki na mocz, które w Polsce można kupić w każdej aptece, tutaj są rzeczą nieznaną. Pozostaje stara dobra metoda wyparzania słoiczka, a i to widać niekoniecznie, bo są tacy, co oddają mocz do analizy w plastikowej butelce po coca-coli (moze potem wychodzą im w badaniu pałeczki coli ;).

Nauczona doświadczeniem wiedziałam za to, że trzeba mieć ze sobą taką igiełkę do przekłucia palca (krew do analizy pobiera się z palca). To już nie dziwi, tutaj do lekarza nigdy nie idzia się z pustymi rękami - na zastrzyk ze strzykawką, do ginekologa z rękawiczkami, itp. Jednak igiełek w aptece nie było.

W laboratorium sezon urlopowy - nie było kolejki. Pani przyjęła mnie bez igiełki. - To już nie trzeba mieć swojej? - Nie trzeba. Spirytus trzeba mieć swój.

Więc jednak, mimo kryzysu, sytuacja w ukraińskiej służbie zdrowia nie jest taka zła ;)

 

10:51, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (9) »
środa, 17 czerwca 2009

Dstałam sms-a od kolegi Jarosława:

"Pozdrawiam z okazji 653-ej rocznicy nadania Lwowu prawa magdeburskiego 17 czerwca 1365 roku! Pijmy wino i poczujmy się jak w średniowieczu".

 

Czego i Państwu życzę :))

13:12, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 czerwca 2009

Byłam z Witkiem u lekarza, nadwyrężył sobie nóżkę.

Tylko weszłam i odezwałam się do Malego po polsku, przypomniał sobie.

- Pani już u mnie była. Pamięta Pani? Rozmawialiśmy o Karcie Polaka.

- Pamiętam (a jakże). Ale że pan pamieta?

- Przypomniałem sobie, kiedy się pani odezwała. Bo wie pani, ja bym chciał się pani poradzić w pewnej sprawie związanej z Polską. Moja mama pochodzi ze wsi S., którą po wojnie granica podzieliła na dwie części. Po polskiej stronie zostały stawy rybne, po ukraińskiej cmentarz. ja tam już jeżdżę od kilku lat i postanowiłem się tam w końcu pobudować. Znalazłem ziemię, nad samą granicą. Zadupie. Do najbliższego sklepu 5 kilometrów. Ziemi nie mogę kupić, bo nie mam jeszcze obywatelstwa, wciąż czekam. Umówiłem się z sąsiadami, w sumie to znajomi, ich dziadkowie z moją babcią chodzili do szkoły, że wykupię, jak tylko będę mógł. Póki co chcę postawić drewniany dom. Kupiłem już materiał. Co pani o tym sądzi? Bo moja żona za nic nie chce się wyprowadzić. ja jej tlumaczę, że to Europa, że będziemy wolni, będzimy mogli wyjechać, gdzie będziemy chcieli, a na tej Ukrainie jesteśmy... jak za kratami. Mamy tu mieszkanie, zawsze możemy wrocić. A ona nie. I jeszcze mama - "potem tej ziemi nie sprzedasz, kto to kupi, w takim miejscu". Ja jej mówię, że ja nie chcę jakiejś ziemi, tylko ziemi, na której rośli moi dziadowie, pradziadowie. Ja mam udokumentowane pochodzienie mojej rodziny na 300 lat wstecz. Drzewo genealogiczne. Z tej działki widać cmentarz, na którym leżą, już po ukraińskiej stronie. I co by mi pani poradziła?

14:20, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9