| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        



lwow.info on Facebook


Related Posts with Thumbnails
środa, 13 maja 2009

Wiktor

 

Daria 

17:57, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 11 maja 2009

To jeszcze przed strojeniem ;)
23:52, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (7) »

W sobotę był stroiciel. Przyszedł obejrzeć nasze pianino. Gabor Gejzowicz Ałmaszi, Węgier z Zakarpacia. Skrzypek. Stroić nauczył się sam, kiedy występował jako solista z koncertami. Łatwiej było nastroić fortepian do skrzypiec, niż odwrotnie. Oprócz tego jest hodowcą katusów ("ze mnie to taki Figaro"). 

Zdemontował cały przód. W środku było mnostwo kurzu, ślady po molach, zdechły pająk i słoik. Zwłaszcza ten słoik mnie zaintrygował, ale okazało się, że to tak ma być - na zimę wstawia się słoik z wodą, żeby instrument nie wysychał. Wszystkie filcowe podkładki były o dziwo całe ("to pewnie ten pająk uratował wasze pianino"). Pan popatrzył, popatrzył i powiedział: "na tym instrumencie ktoś grał kilka lat, a potem długo stał nieużywany". Diagnoza trafna jak u lekarza. 

 

Druga wizyta - w poniedziałek - była już konkretna, bo trwała ponad trzy godziny, i było to już prawdziwe strojenie. Z kluczem, kamertonem i śrubokrętem. Dla nas ciekawy i niespotykany spektakl, tym bardziej, że stroiciel był bardzo rozmowny i chętnie wyjaśniał, co i do czego. A zaczęło się od  tego, że mój mąż zobaczywszy wnętrze pianina rzucił "i ktos to kiedyś wszystko wymyślił, nie wiadomo nawet kiedy i po co..." - Na co Gabor Gejzowicz - "Jak to nie wiadomo? Wiadomo! Fortepan wymyślił dokładnie 300 lat temu, w 1709 roku Bartolomeo Cristofori na zamówienie Ferdynanda  Medyceusza, który marzył o instrumencie, jaki grałby i piano, i forte". Opowiedział nam w skrócie historię powstania fortepanu, nie omijając wątku Bacha. Rozmawialiśmy też o stroju równomiernie i nierównomiernie temperowanym, przy czym nasz stroiciel uważał, że właśnie fugi i preludia Bacha były pisane na fortepian, podczas kiedy Wikipedia twierdzi, że Bach nic w życiu na fortepian nie napisał, a fugi i preludia były właśnie na strój nierównomiernie temperowany. Ja jako zupełny laik, jeśli chodzi o muzykę, zupełnie się nie wypowiadam. Ale posłuchać było miło, nawet jak się połowy nie rozumiało. Chętnie poczytam też, jeśli ktoś może coś wyjaśnić w tym temacie. Michał, zaglądasz tu? Gdzie można posłuchać tych fug w stroju nierównomiernie temperowanym? 

Dalej poszły anegdotki "z życia lwowskiej opery", i w ogóle z życia. Generalnie, chyba połowę tego czasu po prostu przegadaliśmy z panem stroicielem, to znaczy on mi opowiadał. Pianino mniej więcej (podobno - bo według mnie zupełnie dobrze) brzmi. Jeszcze czekają nas poprawki, wymiana jednej struny, która kiedyś została źle wymieniona, czyszczenie. 

 

 

 

 

 

 

A tak przy okazji muzycznych tematów, to byliśmy wczoraj na Carmina Burana, wystawionej jako... balet. Nie bardzo mi to przypadło do gustu. Moim idolem za to stał się kotlista. Siedzieliśmy prawie dokładnie nad nim. Kotły tez można nastroić. Czego to się człowiek jeszcze nie dowie dzięki Wikipedii. 

23:17, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (7) »
niedziela, 10 maja 2009

Był kiedyś taki dwocip: "Co to jest nic? Pół litra na trzech". A to litr, na jednego.
12:38, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (2) »
piątek, 08 maja 2009

Cs kojarzę, że ten jarmark już się wcześniej odbywał, tylko że wtedy chyba na Wałowej, a w tym roku mamy tuż pod nosem - na Rynku. 

 
 

kowal

 
 

na palnikach powstają szklane figurki

 
 

nie święci 


 
 
 


Popularnością cieszyło się robienie laleczek ze słomy i szmatek. Marta też zrobiła

 

krosna 

 
 
 

Nie zabrakło sąsiadów 


 
 
 
 
 
 

baranek i zajączek są już u nas 

18:26, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 05 maja 2009
17:58, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (1) »

 

W niedzielę Wasyl odwiózł dzieci do babci i spędziliśmy wieczór we własnym towarzystwie. Poszliśmy na kawę i na ostatni koncert w ramach festiwalu jazzowego "Flugery Lwowa", który odbywał się przez ostatnie 3 dni na dziedzińcu ratusza. Wstęp był wolny, ale chętnych dużo, mieliśmy miejsca siedziące tylko dlatego, że przyszliśmy godzinę przed rozpoczeciem. Za to trzeba było wysłuchać wszystkiego po kolei, zanim zaczęły grać te lepsze zespoły. Lepsze - czyli Dzyga Jazz Quartet (dinozaury) i zwycięzca zeszłorocznego festiwalu - ShokolaD (połączenie jazzu i muzyki etno). 

 

Dzyga Jazz Quartet: 

 

 

 

 

 

 

ShokolaD: 

 

 

 

Poniżej można posłuchać grupy ShokolaD: 

 

 

17:44, pani-z-warszawy , _życie
Link Dodaj komentarz »
09:33, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 04 maja 2009

Przepraszam za ciszę w eterze. Majówka to ciężki okres. A tegoroczna była wyjątkowo ciężka. 

W piątek, 1 maja wieczorem jedna pani z wycieczki, którą oprowadzałam razem z Natalią (przyjechali w dwa autobusy) uległa wypadkowi - przy przechodzeniu przez jednie koło hotelu potrącił ja samochód. W stanie ciężkim zabrała ją karetka. Do 2. w nocy było jeżdżenie po szpitalach (najpierw nie wiedzieliśmy dokąd ja zabrali), nerwowe oczekiwanie na jakąkolwiek wiadomość z sali operacyjnej, dzwonienie do konsulatu, jej rodziny w Polsce itp. Potem lekarz powiedział nam, że ma złamany bark, który złożyli i uraz głowy. Jak poważny na razie nie wiedzą, poki jej stan się nie ustabilizuje. 

Z takimi informacjami ok. 3.oo poszliśmy spać. Rano wszyscy spotkali się w minorowych nastrojach. Odwołali imprezę, która miała być wieczorem. Na szczęście szybko przyszły pomyślne informacje - że wybudziła się z narkozy, rozmawia, siada, a nawet poprosiła o papierosa. Skończyło się tylko na złamaniu. Lekarze pozwolili na powrót do Polski (karetką - musi być jeszcze pod obserwacją). 

Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Impreza wieczorna się jednak odbyła, choć ja już na nią po tych przeżyciach nie miałam ochoty. 

21:25, pani-z-warszawy , praca
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 kwietnia 2009

Chyba byłam akurat w Olesku (z 50-tką turystów na głowie), kiedy zadzwoniła Grażynka.

- Daj swoich pięć zdjęć na wystawę. Na jutro.

W ten sposób moje zdjęcia znalazły się na wystawie "Miasto-Natchnienie" organizowanej przez Konsulat i Lwowskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych. Wczoraj było otwarcie tej wystawy, dobrze, że Iza do mnie zadzwoniła, bo ja chyba jakaś nieprzytomna jestem, myślałam, że trzeba przyjść na 18.oo, a o 18.oo to się już wszyscy porozbiegali.

Wystawa będzie czynna tylko do 3. maja. Ale tych kilka dni moje zdjęcia będą wisiały w jednej sali ze zdjęciami Georga Borysowskiego, Aleksego Iutina, pracami Walerego Bortiakowa

 

 

 

Przyszło wiele osób, które znam (między innymi Roman, z którym nigdy nie mogę się umówić, bo to strasznie zajęty człowiek jest, a także Aleksander Szczołkunow, u którego kończyłam kursy fotografii tu, we Lwowie - na środkowym zdjęciu rozmawia z kobietą w czerwonej bluzeczce;) ale były też i takie, których ja nie znałam, a one znały mnie... bo, jak się okazuje, mojego bloga czytają również we Lwowie, i to nie tylko Artur! Wyobraźcie sobie, mojego bloga czyta nawet pani Jasia! Pani Jasia mnie pochwaliła za dobre pióro i także za sposób głoszenia swoich poglądów, prawdy... Staszku, pomyślałbyś kilka lat temu, że sama pani Jasia mnie będzie chwaliła? Długa droga za mną, prawda? Opinia pani Jasi jest dla mnie szczególnie ważna, nie tylko dlatego, że jest zasłużoną działaczką, odznaczoną Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, ale też dlatego, ujmuje serce swoją skromnością, podejściem do ludzi, religijnością. Przypomina mi trochę moją, już nieżyjącą, babcię. 

Tylko teraz wszyscy boją się ze mną rozmawiać, bo a nuż opiszę?  

 

Pozdrawiam wszystkich czytających i namawiam do ujawnienia się :) 

23:04, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (9) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15