| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30



lwow.info on Facebook


Related Posts with Thumbnails
poniedziałek, 13 lipca 2009

Byłam u lekarza. Straszny tam jest, za przeproszeniem, burdel, bo jedni pacjenci są zapisani na godzinę, i wchodzą bez kolejki, a inni czekają w kolejce, a są jeszcze tacy, co nie są zapisani, a i tak wchodzą bez kolejki. Przyszłam, w poczekalni trzy babki.

- Kto jest ostatni?

- Ja, ale ja wchodzę bez kolejki. Już.

- A my wchodzimy razem.

W efekcie wszystkie trzy weszły razem. A potem jeszcze czwarta.

 

U lekarza nowe porządki - kiedyś trzeba było mieć zeszyt w kratkę, teraz już trzeba sobie odkserować kartę, ankietę, jakieś tam druczki itd.- 15 hr. Idziesz do ksero, a w tym czasie przepada Ci kolejka. Jeden plus - jednak tego samego dnia można się dostać do lekarza.

Ankieta na 4 strony - czy palisz, czy się narkotyzujesz, czy chorowałeś w dzieciństwie na ospę, świnkę, różyczkę i inne (po ukraińsku nazwy chorób są bardzo skomplikowane; - "jak nie rozumiesz, zaznaczaj: nie wiem"). Czy uprawiasz seks, i z iloma partnerami. Czy teściowa ma podwyższony cholesterol, cukrzycę, raka. Czy teść. Brat. Ojciec. Czy masz alergię. Czy w rodzinie były bliźniaki. Czy jesteś zarażony wirusem HIV. Czy zgadzasz się przebadać. Ile masz dzieci. Czy już miałeś jakieś badania.

- Morfologia i mocz.

- Kiedy?

- Jakiś miesiąc temu.

- A, to już nie wiem nawet, gdzie tego szukać. Trzeba zrobić jeszcze raz. Mieć ze sobą igłę, strzykawkę i spirytus.

 

Potem musiałam jeszcze iść do rejestracji, żeby sprawdzić, czy jestem jeszcze w tej przychodni zapisana, i czy nie musze się zapisać znowu. Kiedy się zapisywałam 4 lata temu, były jaja, i nikt nie wiedział, co z takim dziwakiem jak ja robić.  W końcu postanowili, że przysługuje mi bezpłatna służba zdrowia (prowadziłam tam całą ciążę i nawet becikowe dostałam). Ukraina jest tak wspaniałomyślnym państwem, że funduje wszystkim swoim obywatelom (i nie tylko - jak się okazuje) bezpłatny dostęp do lekarzy (teoretycznie, ale o tym może jeszcze kiedyś napiszę - choć ja żadnej łapówki nie zapłaciłam ani razu).

Od tego czasu jednak się chyba coś pozmieniało, bo w rejestracji zapytali, czy pisałam podanie. Powiedziałam, że pisałam, choć do końca nie jestem pewna. Oni oczywiście tego nie sprawdzali. Zapytali, czy coś płaciłam, i skoro nie płaciłam, to muszę jeszcze raz napisać podanie i zapłacić. Już się przestraszyłam, że pryśnie mój mit o bezpłatnej służbie zdrowia, ale spoko: 50 hrywien. Za to, że obsługuje mnie inna przychodnia niż moja rejonowa. Właściwie teraz każda jest inna, bo skończyło mi się zameldowanie :) Wyslali mniejednak z powrotem do lekarki, bo nie mieli druczków podań, ani numeru konta. Zapytałam lekarki, czy aby tego wystarczy, bo nie powiedziałam, że jestem cudzoziemką. Dobrze mówię po ukraińsku, często nie poznają.

- Jakbyś powiedziała, to by od razu wymyślili, że masz płacić 1000 hr, a nie 50. Trzeba ci tego? A swoją drogą oni pieniądze biorą, a ja mam podania rozdawać! Ale porządki.

23:45, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 29 czerwca 2009

Po II wojnie światowej elegancki kurort Truskawiec stał się dostępny dla szerokich mas roborniczych z całego ZSRR. Dlaczego tylko burżuazja miałaby się dobrze bawić (i leczyć). Eleganckie wille - "Switezianka", "Marysia" "Pod Matką Boską", "Grażyna" i inne pozamieniano na sanatoria dla robotników - nr1, nr 2, nr 3, ...  To było jednak za mało, ile taki przedwojenny pensjonat mógł przyjąć kuracjuszy? 50? 100? A trzeba było tysiące. Powstały molochy na setki pokoi: Rubin, Krzyształowy Pałac, Mołdawia, Perła Podkarpacia, i inne. Górują one teraz nad panoramą Truskawca.

22:02, pani-z-warszawy , miejsca
Link Komentarze (5) »

Podczas wizyty w Truskawcu poznaliśmy prof. Nicieję, autora kultowej książki o Cmentarzu Łyczakowskim (jedna z pierwszych, a może pierwsza? książka o Lwowie wydana po wojnie), która rozeszła się w nakładzie 250 tys. egzemplarzy. Potem Nicieja napisał jeszcze wiele książek, i wystąpił w wielu filmach o Kresach. Ostatnia jego książka to "Kresowe Trójmiasto", między innymi o przedwojennym Truskawcu i związanymi z nim ludźmi. Książki nie będę tu strzeszczać, polecam jej lekturę.

Główną atrakcją Truskawca jest woda mineralna "Naftusia" mająca właściwości lecznicze. Woda, jak przystało na zdrojową, niemiłosiernie śmierdzi. Poszliśmy jednak się napić. Heniek wypił aż 800 ml.

"poiłki"

prof. Nicieja (pozuje), Heniek, Wasyl (piją)

państwo Niciejowie, ja, Heniek

w jeszcze jednej konfiguracji

zdjęcia do filmu

profesor nie ustępuje elegancją przedwojennym kuracjuszom

21:42, pani-z-warszawy , miejsca
Link Komentarze (4) »
sobota, 27 czerwca 2009

Ostatnio mało pracuję, bo ciągle gdzieś jeździmy. Byliśmy na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, byliśmy w Bardejowie, i jeszcze w kilku innych miejscach, a teraz byliśmy w Truskawcu. Jak prawdziwi kuracjusze, bo Truskawiec to słynny przedwojenny kurort, drugi po Krynicy w Polsce. Po wojnie został otwarty dla mas robotniczych, które nadal tłumnie tu zjeżdżają.

Generalnie w Truskawcu nie ma wiele do roboty. Zwiedzania jest może na dwie godziny, bo z 280 przedwojennych will zostało 30. Nie wszystkie w dobrym stanie. Na deptaku można posłuchać gwiazd radzieckiej estrady. Cel naszego przyjazdu był towarzyski - pojechaliśmy, żeby spotkać się z Henrykiem, i poznać profesora Nicieję, który przyjechał z nim, aby nakręcić film dokumentalny o Truskawcu. Profesor podarował nam swoją nową książkę, "Trójmiasto kresowe", o Drohobyczu, Borysławiu i Truskawcu.

Zatrzymaliśmy się w hotelu Stary Wiedeń. Odremontowana dwa lata temu stara willa w centrum Truskawca. Pokoj z balkonem kosztował 270 hr. Do tego nieopatrznie zamówiliśmy śniadanie (25 hr/os.). Do wyboru były dwa zestawy, które jednak okazały się zupełnie inne, niż te, z których wybieraliśmy - zamiast chleba, sera i kiełbasy było udko kurczaka z makaronem. Jak w dobrych, starych, radzieckich czasach. Gdybyście się chcieli zatrzymać w tym hotelu, NIE polecamy ich śniadań.

Poniżej zdjęcia ładnego Truskawca (nie cały jest ładny, raczej ładność jest w mniejszości).

 

Być może nastąpi ciąg dalszy. Kto wie.

21:43, pani-z-warszawy , miejsca
Link Komentarze (5) »
niedziela, 21 czerwca 2009

Komuniakcja miejska we Lwowie - słynne "marszrutki".

19:10, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (8) »
czwartek, 18 czerwca 2009

Chyba zapoczątkuję nową kategorię wpisów, związanych w dużej mierze z medycyną. Mogłaby się nazywać "przychodzi baba do lekarza", ale ten tytuł już jest spalony, więc odpada. Może wymyślę coś innego.

Dzisiaj byłam na pobraniu krwi (i oddaniu moczu). Pojemniczki na mocz, które w Polsce można kupić w każdej aptece, tutaj są rzeczą nieznaną. Pozostaje stara dobra metoda wyparzania słoiczka, a i to widać niekoniecznie, bo są tacy, co oddają mocz do analizy w plastikowej butelce po coca-coli (moze potem wychodzą im w badaniu pałeczki coli ;).

Nauczona doświadczeniem wiedziałam za to, że trzeba mieć ze sobą taką igiełkę do przekłucia palca (krew do analizy pobiera się z palca). To już nie dziwi, tutaj do lekarza nigdy nie idzia się z pustymi rękami - na zastrzyk ze strzykawką, do ginekologa z rękawiczkami, itp. Jednak igiełek w aptece nie było.

W laboratorium sezon urlopowy - nie było kolejki. Pani przyjęła mnie bez igiełki. - To już nie trzeba mieć swojej? - Nie trzeba. Spirytus trzeba mieć swój.

Więc jednak, mimo kryzysu, sytuacja w ukraińskiej służbie zdrowia nie jest taka zła ;)

 

10:51, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (9) »
środa, 17 czerwca 2009

Dstałam sms-a od kolegi Jarosława:

"Pozdrawiam z okazji 653-ej rocznicy nadania Lwowu prawa magdeburskiego 17 czerwca 1365 roku! Pijmy wino i poczujmy się jak w średniowieczu".

 

Czego i Państwu życzę :))

13:12, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 czerwca 2009

Byłam z Witkiem u lekarza, nadwyrężył sobie nóżkę.

Tylko weszłam i odezwałam się do Malego po polsku, przypomniał sobie.

- Pani już u mnie była. Pamięta Pani? Rozmawialiśmy o Karcie Polaka.

- Pamiętam (a jakże). Ale że pan pamieta?

- Przypomniałem sobie, kiedy się pani odezwała. Bo wie pani, ja bym chciał się pani poradzić w pewnej sprawie związanej z Polską. Moja mama pochodzi ze wsi S., którą po wojnie granica podzieliła na dwie części. Po polskiej stronie zostały stawy rybne, po ukraińskiej cmentarz. ja tam już jeżdżę od kilku lat i postanowiłem się tam w końcu pobudować. Znalazłem ziemię, nad samą granicą. Zadupie. Do najbliższego sklepu 5 kilometrów. Ziemi nie mogę kupić, bo nie mam jeszcze obywatelstwa, wciąż czekam. Umówiłem się z sąsiadami, w sumie to znajomi, ich dziadkowie z moją babcią chodzili do szkoły, że wykupię, jak tylko będę mógł. Póki co chcę postawić drewniany dom. Kupiłem już materiał. Co pani o tym sądzi? Bo moja żona za nic nie chce się wyprowadzić. ja jej tlumaczę, że to Europa, że będziemy wolni, będzimy mogli wyjechać, gdzie będziemy chcieli, a na tej Ukrainie jesteśmy... jak za kratami. Mamy tu mieszkanie, zawsze możemy wrocić. A ona nie. I jeszcze mama - "potem tej ziemi nie sprzedasz, kto to kupi, w takim miejscu". Ja jej mówię, że ja nie chcę jakiejś ziemi, tylko ziemi, na której rośli moi dziadowie, pradziadowie. Ja mam udokumentowane pochodzienie mojej rodziny na 300 lat wstecz. Drzewo genealogiczne. Z tej działki widać cmentarz, na którym leżą, już po ukraińskiej stronie. I co by mi pani poradziła?

14:20, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 01 czerwca 2009

Konsulat zorganizował taką imprezę, już po raz drugi - pierwszy był dwa lata temu. Idea jest taka, że na Dzień Dziecka zjeżdżają do Lwowa dzieci z polskich rodzin z różnych miejscowości położonych bliżej lub dalej od Lwowa, mają wycieczkę po mieście, wizytę w McDonaldzie, a po południu przedstawienie w gmachu Opery. W obchodach bierze udział ok. 1000 dzieci. 

Marta poszła ze swoją klasą, ja pracowałam jako przewodnik-wolontariusz. Tym razem konsulat dał nam dużo swobody, w porównaniu do poprzedniej imprezy, kiedy wszystko było rozpisane co do 15 minut - miałam tylko o określonej godzinie być w McDonaldzie i pod pomnikiem Mickiewicza, resztę czasu mogłam zaplanować dowolnie sama. 

Moja grupa miała numer 1, przyjeżdżała chyba pierwsza, o 8.oo, pociągiem. Dzieci były z dwóch parafii na Bukowinie - Piotrowce Dolne i Stara Huta. Przyjechały z siostrą i opiekunkami. Obawiałam się, czy będą się porozumiewać po polsku, ale okazało się, że polski znają doskonale, a mówiły piękną gwarą bukowińską, która jest mieszanką gwary śląskiej, XVIII-w. polszczyzny i innych naleciałości. Bardzo miła dla ucha, choć nie zawsze łatwa w zrozumieniu, czego siostra, pochodząca z Polski doświaczyła na poczatku swojego pobytu tam. Jakaś dziewczynka coś jej opowiadała, opowiadała, a ona nie mogła zrozumieć sensu. W końcu dziewczynka popatrzyła na nią i spytała: "a wyście to się na pewno w Polsce rodzili?"   

Powinnam była zacząć jednak od tego, że jakiś miałam pechowy dzień. Źle sobie wczoraj ustawiłam budzik i wstałam przekonana, że mam mnóstwo czasu. Wyleciałam jak oparzona z domu o 7.45. Taksówka, i zdążyłam, na styk. Pod dworcem miał czekać autobus, miałam telefon do kierowcy. W telefonie była jednak pomyłka, i odebrała jakaś pani, która nie miała o niczym pojęcia. Jakoś się odnaleźliśmy, a kierowca na starcie pyta mnie o umowę z firmą turystyczną. Ja kwadratowe oczy, a on, okazuje się, nic nie wie, ani dla kogo pracuje, ani po co, nic. Poradziłam mu, zeby zadzwonił do tego, kto go wynajął i dowiedział się, bo, a nuż, pracuje jako wolontarusz, jak ja? To go zdopingowało. 

Pojechaliśmy zwiedzić cerkiew św. Jura, poprosiłam, zeby stanał przy chodniku, żeby dzieci nie musiały wychodzić na ulicę. Dobrze, dobrze - a staje przy wysepce na środku skrzyżowania. I cały dzień były takie atrakcje - potem brakowało mu czegoś w papierach i tłumaczył się, że ma, doniesie, potem wiózł nas naokoło przez korki, bo mu się krótsza droga nie podobała, i tak dalej. 

Pod cyrkiem był punkt zaopatrzeniowy, gdzie dostaliśmy koszulki z logo imprezy, książeczki, biało-czerwone szarfy i wodę. 

Następny punkt - McDonalds. Dla dzieci atrakcja, moja grupa ma najbliższy taki zaklad w odległości ponad 300 km od domu, więc nieczęsto bywają. Tymczasem dzwoni mój mąż: "czy mogłabys przyjść i otworzyć nas, bo zamknęłaś drzwi wychodząc, a ja nie mam klucza". Rzeczywiście, wybiegając rano z domu zamknęłam pewnie drzwi automatycznie, można je otworzyć od wewnątrz, tylko trzeba mieć czym. Zła byłam, ale pobiegłam, co było robić, jeszcze Marta o mało się nie spóźniła na zbiórkę. Dobrze, ze blisko mieszkamy.

Potem pojechaliśmy na cmentarz. Tam spotkaliśmy pana, ktory najpierw był bardzo miły, przedstawił się, jako twórca przedstawienia, które będzie wieczorem, a na koniec z głupia frant powiedział "oprócz tego, że jestem dyrektorem, to jestem też posłem. Rządzę Polską". Tacy ludzie rządzą Polską.

Na cmentarzu trafiliśmy akurat na moment, kiedy przyjechała p. Kaczyńska położyć wieniec, i nas zaangażowano do robienia jej tła. Oczywiście ona tego wieńca nie kładzie, tylko kto inny kładzie, a ona tylko poprawia szarfę i wtedy robią jej zdjęcia. We wszystkich serwisach informacyjnych pisali, że p. Kaczyńska zwiedzała cmentarz. Ja dziękuję za takie zwiedzanie. Przeszła bez zatrzymywania z obstawą, zza której nic nie widziała (ona drobniutka jest), poprawiła tę szarfę, i z powrotem.  

Nastęnie pojechaliśmy na Wysoki Zamek. Jeden chłopczyk upadł tam przy schodzeniu i potłukł się, potem zrobilo mu się słabo i ręka mu spuchła. Na szczęście w centrum już czekała karetka (na wszelki wypadek, tysiąc dzieci w operze), więc go tam obejrzeli, prześwietlili, na szczęście okazało się, ze to nic groźnego. 

Reszta grupy w tym samym czasie poszła asystować przy składaniu kwiatów pod pomnikiem Mickiewicza. Zastanawiałam się, komu to jest potrzebne, bo chyba nie dzieciom, ani tej biednej Kaczyńskiej, która po takim "zwiedzaniu Lwowa" jest pewnie teraz nie mniej wykończona niż ja. Czekaliśmy kilkanaścieminut w słoncu, i to tylko dlatego, że przez ten wypadek się sporo spóźniliśmy. Prezydentowa spóźniła się jeszcze bardziej sporo. A Ci, co byli o czasie... 

Po pomniku mieliśmy jeszcze zwiedzać, ale dzieci już były wykończone i należał się im odpoczynek. Poszliśmy więc do spożywczego po lody i zjedliśmy siedząc na ławeczkach na Starówce. Ze zwiedzania zwiedziliśmy tylko katedrę i kawałek Rynku, i poszliśmy do teatru na "Pyzę na polskich dróżkach".

 

A my, przewodnicy-wolontariusze, zebraliśmy sie przed teatrem, gdzie grała orkiestra dęta, i zaczęliśmy sobie opowiadać, kto jakie miał przygody. Wygrała Teresa, w jej grupie było dziecko, które przy wejściu do teatru zapytało: "a w tym zooparku jest dużo zwierząt?". 

Przosiaedziałyśmy trochę w knajpie, która mieści się w piwnicach opery, a potem ja wyszłam zapytać, ile jeszcze będzie trwało to przedstawienie, i akurat wpdałam na Kaczyńską wychodzącą. Rękę mi uścisnęła. Wyglądała ona dość sympatycznie, na taką skromną i pogodną. 

 

Bardzo mile będę wspominać bukowińskie dzieci. Miłe, grzeczne, serdeczne. Kiedy byliśmy w katedrze, opowiadałam im o ślubach Jana Kazimierza i mowię, że kiedy będą starsi, to może przeczytają o tym w "Potopie". A tu mnie jeden chłopczyk szturcha z boku: "proszę pani, proszę pani, a ja mam tę książkę. Mnie wujek podarował. Ona taka gruba".  

 

 

dodano 2.06: zdjęcia na stronie prezydent.pl

21:55, pani-z-warszawy , _życie
Link Komentarze (6) »
niedziela, 31 maja 2009

Wróżka Elwira zawiadamia: Ktoś ponownie wpisał Twój numer gadu-gadu używając opcji "RZUĆ KLĄTWĘ". Szczegły: http://www.wrozkaelwira..."

Niby nikt nie był niezadowolony z oprowadzania, a na listy staram się odpowiadać regularnie... Zaglądam na www.wrozkaelwira: ABY ZDJĄĆ KLĄTWĘ - KLIKNIJ TUTAJ! ABY RZUCIĆ KLĄTWĘ - KLIKNIJ TUTAJ!

Jeśli chcesz zdjąć z siebie domniemaną klątwę, wyslij sms-a pod numer ...
Jeśli chcesz poznać imię osoby która rzuciła klątwę, wyślij smsa pod numer ...
Jeśli chcesz dowiedziec się co wpisano jako powód rzucenia klątwy, wyślij smsa pod numer ...
Jeśli chcesz poznać numer gg (lub adres email) osoby która rzuciła klątwę, wyślij smsa pod numer  ...
Aby otrzymac prezent od Elwiry (amulet szczęścia na telefon komórkowy), wyslij sms-a pod numer  ...

Usługa dostępna dla osób pełnoletnich.
Jeśli masz mniej niż 18 lat - NATYCHMIAST OPUŚĆ TEN SERWIS!
Sms wysyłasz na WŁASNĄ odpowiedzialność!
Ten serwis służy rozrywce - wysyłając oświadczasz że nie będziedsz rościł do organizatora żadnych pretensji o odszkodowanie.
Robisz to dobrowolnie i na własną odpowiedzialność.
Koszt wysłania SMS to jedynie 9 zł netto (10,98 pln z VAT)

 

Paczka zapałek wychodzi jednak taniej. 

13:38, pani-z-warszawy , _życie
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15